środa, 6 września 2017

wrzesień- najlepszy czas na przyjazd do Hiszpanii

Nastał wrzesień, z całą swoją łagodnością i aromatem dojrzałych jabłek, pomidorów i jeżyn, które są za słodkie nawet na likier. Wiosna minęła w czterech ścianach i pozostawiła bardzo gorzki posmak, sprawiła, że już nie lubię maja, chyba nigdy więcej go nie polubię. A lato, jak to lato, zbyt gorące, ale też zbyt krótkie jednocześnie, a przynajmniej w tych chwilach, gdy na świat spogląda się z perspektywy piasku na plaży.Czas powrotu do rutyny, codziennych zajęć, pracy. Lecz też czas fiest, świąt patronów miasta, uroczystości w stylu dożynek...
  


Wrzesień i początek października, to zdecydowanie najlepszy okres na przyjazd do Hiszpanii, zarówno nad morzem jak i w mieście jest przyjemnie. Wciąż jest ciepło, ale już nie gorąco. Na plaży nie ma dzikich tłumów, a w mieście żaru. Ceny też są znacznie bardziej korzystne niż np. w sierpniu. Loty i hotele mogą być nawet o połowę tańsze. Miasta powoli wkraczają w swój codzienny rytm, dzieci szykują się do szkoły, a w knajpach zaczyna się picie, jak śpiewał Muniek Staszczyk. Można podpatrzeć życie mieszkańców, które wraca do swojego powakacyjnego rytmu. 

A zatem? Zapraszam do Hiszpanii, nie tylko w upalny sierpień, ale przede wszystkim we wrześniu!


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Cztery wiersze o goryczy

Smoła

Kleją mi się rzęsy
ciężkie od smoły
jestem tak zmęczona, 
że nie mogę otworzyć oczu.
Nie chcę dziś na Ciebie patrzeć,
choć bardzo Cię kocham
kleją mi się rzęsy
ciężkie od smoły.


Półka

W lewo, w prawo
z góry na dół
z dołu w górę.
Ciąży mi głowa 
jak piłka lekarska
jakby ważyła ze 100 kg.
Pomysły zatykają mi czaszkę
sklejają się złącza
jak płatki sezamowe.
Myśli kotłują się
jak chmury przed burzą.

W lewo, w prawo
w górę, w dół

Zdejmuję głowę 
odkładam ją na półkę.
Śpię spokojnie
nie męczą mnie dziś koszmary.


Skrzydła

Odpinam dziś skrzydła,
przecieram pióra
i chowam je do szafy.

Nie lecę, spadam.

I choć wiem, 
że upadek będzie bolał
muszę skoczyć.

Tak po prostu, po ludzku.

Spadam na dno 
piekła.

Szarymi ulicami biegną sieroty.
Ludzie bez marzeń
z dnia na dzień
łyk piołunu od poniedziałku do piątku
łyk wiśniówki w sobotę.

Pęcherze, rany, blizny.
Ropa w miejscu skrzydeł.

Jeszcze tylko tydzień.
Nie mogę być dobrym aniołem
nie rozumiejąc ludzi.

Smaruję ramiona hydrokortyzonem.
Doklejam skrzydła
już nie pasują...


Beczka

Wrzucili mnie do beczki,
a może sama spadłam,
nawet nie zauważając kiedy.

Kręcę się w kółko,
wciągnęły mnie wiry.
Kręci mi się w głowie
jak na karuzeli.

Jestem w beczce,
z której ciężko się wydostać.

I nic by nie stało na przeszkodzie,
żeby na zawsze tu zostać

ale to beczka z dziegciem.


2.06.2017 ARANJUEZ





poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Nie lubię poniedziałku! - o niemotywacji

"Wszystko mogę." "Zaczynamy nowy, wspaniały tydzień." "10 rzeczy, które będę robić w tym tygodniu." Takie hasła i inne, podobne, krążą w sieciach społecznościowym w poniedziałkowe poranki. Zwłaszcza w tzw. grupach wsparcia. Wszyscy się wzajemnie motywują, do pracy, do działania, do podejmowania nowych wyzwań. 

Poniedziałek wydaje się być dniem najcudowniejszym z całego tygodnia. Moc energii płynie z każdej strony, niczym strumień świadomości. A ja się tak po ludzku zastanawiam, czy my naprawdę w to wierzymy? Że ten dzień jest magiczny, i nagle, w poniedziałek mogę wszystko? Schudnę, znajdę nową pracę, posprzątam szafę i upiekę ciasto. 

Chyba rzeczywiście lepiej starać się motywować niż narzekać od rana, ale ile w tym jest prawdy, a ile zmuszania się do nowo tygodniowej rzeczywistości. Ile dosypywania cukru do dziegdziu? Będę szczera, ja nie lubię poniedziałku, po prostu. Może nawet nie tyle, co nie lubię, ale wolę zdecydowanie piątek, piątek, piąteczek, piątunio. Wolę też sobotę i nawet czwartek. Ale poniedziałek... no cóż. Po weekendzie, gdzie spędzasz czas jak chcesz i z kim chcesz, szara, poniedziałkowa rzeczywistość, mnóstwo rzeczy do zrobienia, niekoniecznie przyjemnych. Ależ nie! Nowe wyzwania, nowa energia. Jestem przekonana, że u niektórych myśl o nowym wyzwaniu kończy się wraz z pierwszym dźwiękiem wrzeszczącego budzika. Wystarczy spojrzeć na twarze ludzi w autobusach  w piątek i w pierwszy dzień tygodnia. Mowa ciała, we wszystkich językach wyglądająca tak samo...



Gdzie zatem ta moc, ta radość, ta wiara w siebie? Jest zapewne jedna grupa, która owszem, cieszy się z poniedziałków. Rodzice. Po całym weekendzie  z dziećmi, chwila ciszy w pracy może być kojąca... Wtedy tak, lubimy ten dzień, a przynajmniej chociaż troszkę.  Nie dołączę zatem do entuzjastów tego dnia. Po prostu go nie lubię, choć ma on swoje plusy, jak powrót do rutyny treningowej. Lubię sport, a w niedzielę daję odpocząć swoim nogom. Także, jednak tak, jest coś pozytywnego. Lecz nie wierzę, że nagle zaczniemy coś robić z uśmiechem na twarzy i podejmiemy 10 wyzwań. Pracować nad sobą trzeba codziennie, nie tylko w poniedziałek, nie tylko od nowego miesiąca czy roku. 

Statystyki mówią, iż jest to najmniej produktywny dzień w pracy. Ludzie są ospali, mało aktywni i rozkojarzeni. Czynności wykonują wolniej i z większym trudem. Jeśli ktoś chce podjąć nowe wyzwania, zmienić swoje życie, wierzyć w to, że wszystko się da, może lepiej zacząć od wtorku... 

Przepraszam, ale ja nie lubię poniedziałku, tak po prostu.


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Duchota i inne wiersze o tęsknocie

Sieć

Tęsknota jest jak sieć 
tkana uporczywie przez natrętnego pająka.

Z kąta w kąt
włóczę się i potykam.

Lecz w żadnym z kątów nie zatrzymuję się 
na dłużej,

bo nie lubię tej lepkości
pajęczyn.


Siedzisko

Barowy stołek 
jest tak wytarty,
jakby miał ze sto lat.

A w dodatku świeci pustką.

Wtorek, 2 nad ranem.

Aromat wiśniówki 
paruje znad blatu.

Gdzieś tam, 
3000 km stąd
miasto o zapachu 
bram i rynien.

Gdzieś tam,
gdzie mnie nie ma.

Gdzie stołki pamiętają
ciepło naszych
dup.


(28.03.2017 Aranjuez)

Duchota

Odbijam się od ściany do ściany.
Trzy kroki w tył
MUR
Cztery kroki w przód
CEGŁY.

Krople potu spływają po plechach.
DUSZNO.

Dach jest tak szczelnie zabezpieczony,
że nie słychać nawet
dźwięków miasta.

Powietrze tak słodkie,
że klei się jak miód,
a jednak tak gęste
jak galaretka truskawkowa.

Trzy kroki w tył,
cztery w przód...

Pod strzechą
buja się
sznur.


(29.03.2017)

Klatka

Gdzieś tam, poza mną
złota kula nadaje życiu bieg

choć tu, gdzie jestem,
panuje wieczny cień.

Gdy próbuję przegryźć
pręty klatki,
jedynie ostrzę sobie zęby.

A druty, choć złote
nadal sterczą
jak pnie pościnanych drzew.

(29.03./6.04.2017)

Bez śladu

Otwieram już trzecią
butelkę szampana.

Świętuję swoją wolność.

Ani śladu obrączki na palcu
i szyi.

Ani śladu zabawek 
i porysowanych ścian.

W jedną walizkę schowam wszystko.

Celebruję ten wieczór,
niepowtarzalny.

Otwieram okno,
podmuch świeżego powietrza sprawia,
że kręci mi się w głowie.

Zdejmuję włosy ze szczotki.
Dokańczam szampana.

W zagajniku, który ledwo już pamięta
twoje imię
zapada cisza.

(6.04.2017)

środa, 8 marca 2017

Bez kwiatów i podawania płaszcza- jak żyje się kobietom w Hiszpanii?

Dziś nie będzie kwiatów, ani nawet życzeń. Dzień będzie jak co dzień, zwykły, normalny. Zapewne moje polskie koleżanki zostaną obsypane różyczkami, tulipanami i innymi cudami. Jest to miłe, nawet bardzo, ale co z tego? Co z tego, skoro na co dzień ich prawa są mniej respektowane niż kobiet mieszkających w Hiszpanii.

Kultura, w której żyję, nie uczy takiego szacunku i dżentelmeństwa w stosunku do kobiet, jak w Polsce. Nikt nie podaje nam płaszcza, nie przepuszcza w drzwiach, ani nie ustępuje miejsca w autobusie. 

Hiszpania przez wiele lat borykała się z problemem "machismo", to był świat mężczyzn. Mężczyzna był panem i władcą, jeszcze za czasów Franco, kobieta nie mogła nawet pójść do pracy bez zgody męża, czy brata. Musiała dostarczyć podpisaną deklarację i oficjalne pozwolenie. Jeszcze całkiem niedawno, bo 40 lat temu, kobiety praktycznie obowiązkowo spotykały się na zajęciach z szycia, cerowania, gotowania, tzw. obowiązków domowych. Do tej pory, moja teściowa, posiada instrukcje i książkę, która tego dotyczy. 

Trzeba przyznać, że wszystkie panie w wieku 55 lat plus są świetnymi gospodyniami, dobrze gotują, niemalże każda umie szyć na maszynie i robić na drutach. Niestety tamten świat miał też swoje mroczne strony. Niektóre kobiety były regularnie bite, mogły być uderzone za wszystko, za nieposłuszeństwo wobec pana i władcy. Co więcej panowało ogólne przyzwolenie na tego typu agresję, była częścią życia kobiet.




Dziś czasy się zmieniły, kobiety w Hiszpanii żyją spokojnie, mają dużo więcej praw, które je chronią. Za podniesienie ręki na swoją dziewczynę czy żonę, facet od razu, bez przesłuchania, trafia na 24 godziny za kratki, żeby przemyślał sprawę. Wystarczy, że pani zadzwoni na specjalną linię i to zgłosi. Są kobiety, które nadmiernie to wykorzystują i dzwonią bez powodu. Lepiej nie zadzierać z żoną czy kochanką... 

Istnieje też ministerstwo, chroniące prawa kobiet oraz służące walce z przemocą domową. Mieszkając w Hiszpanii, odnosi się wrażenie, iż codziennie któraś z pań, ponosi śmierć z ręki partnera. Dzieje się tak dlatego, że społeczeństwo jest bardzo przewrażliwione w tym temacie, każdy przypadek śmierci jest poddawany analizie i dużo się o nim mówi w telewizji publicznej. A wcale nie ginie tak dużo kobiet, porównując z innymi krajami. Dla przykładu w 2016 r. zarejestrowano około 60 morderstw. Czy to dużo, czy to mało? Odpowiedź pozostawiam każdemu do przemyślenia. Sprawdziłam, ile w Polsce rejestruje się takich przestępstw. Ciężko mi było dotrzeć do tych danych, są niespójne, statystyki są prowadzone w jakiś dziwny sposób. W końcu udało mi się ustalić. Ginie ok. 400 kobiet rocznie. O wiele więcej niż w Hiszpanii, a media milczą, a przynajmniej nie mówią o tym tyle, ile powinny. Ponadto rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej. Prawa, wydawałoby się, tak podstawowego, w cywilizowanym, europejskim kraju...

W Hiszpanii, zarówno dostęp do antykoncepcji, jak i prawo do aborcji, jest również prawem tak podstawowym, jak prawo do oddychania. Opieka okołoporodowa jest na bardzo wysokim poziomie, większość kobiet rodzi bez bólu, bo znieczulenie zewnątrzoponowe jest czymś tak oczywistym jak znieczulenie przy wyrwaniu zęba. Chyba, że są do tego przeciwwskazania, ale to już inna kwestia. Jedyna rzecz, która w tym kraju kiepsko wygląda, to urlop macierzyński, jest bardzo krótki, zaledwie 3 miesiące. Trudno się dziwić, iż kobiety w Hiszpanii bardzo późno decydują się na dziecko, często wiąże się to z zostawieniem pracy.

Półwysep Iberyjski, nie jest miejscem idealnym dla kobiet, ale naprawdę nie jest źle. Może wciąż jako kobiety, jesteśmy przez wielu mężczyzn ignorowane, płaci nam się mniej, a w domu czeka na nas mnóstwo obowiązków, ale państwo nas chroni. Symboliczna macica jest nasza, tylko nasza i nikt nas tu nie zmusza do porodów, nikt nie wmawia, że tabletki antykoncepcyjne są złe, a aborcja to grzech śmiertelny, przynajmniej nie w przestrzeni publicznej. Bo mamy coś, co gwarantuje nam państwo i konstytucja- PRAWO. PRAWO, między innymi, do decydowania o sobie.

Drogie Panie, Kobiety, Przyjaciółki, Koleżanki, życzę Wam wszystkim z całego serca, mniej kwiatów, a więcej praw i zwykłego szacunku.

Uściski z Hiszpanii.

środa, 1 marca 2017

Malaga- perła Andaluzji

Malaga, miasto znajdujące się w Andaluzji, a jednocześnie nazwa prowincji. Założone przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Szóste pod względem ilości mieszkańców w Hiszpanii. Nie bez przyczyny cieszące się popularnością wśród turystów, gdyż znajduje się nad samym morzem, słynne wybrzeże Costa del Sol. Posiada bardzo łagodny klimat, zimą jest stosunkowo ciepło, a latem nie jest zbyt gorąco. Oprócz plaż, miasto posiada bogatą ofertę turystyczną i gastronomiczną. 

Co można zwiedzić?

1. Zamek Gibralfaro (Castillo de Gibralfaro), warto wejść na górę, gdyż stamtąd rozpościera się piękny widok na całe miasto.
2. Ogrody arabskie, znajdujące się w pobliżu zamku.

widok z zamku

ogród

widok z zamku i obserwująca go mewa

                                     mandarynki z ogrodu



2.Ruiny Teatro Romano
3.Katedra, wybudowana między 1528- 1782 r., ze względu na to, że brakuje jej wciąż jednej wieży, została nazwana przez mieszkańców Malagi- "la manquita" czyli bezręka. 

                               katedra nocą 

                          fragment katedry i otaczające ją ogrody

4. Muzeum Pablo Picasso, malarza, który urodził się w tym mieście. Można zobaczyć kolekcję jego obrazów i rysunków podarowanych miastu przez członków jego rodziny. 
5. Muzeum Sztuk Pięknych ( Museo de Bellas Artes), do oglądania malarstwo XIX w. artystów głównie hiszpańskich.
6.Muzeum Sztuki i Tradycji ( Museo de Artes y Tradiciones Populares)- gdzie cofniemy się kilka wieków wstecz podglądając życie ówczesnych mieszkańców. 
7. Port
port i statki 


                                     latarnia morska 

8. Mercado de Málaga- tradycyjny rynek, gdzie można kupić absolutnie wszystko do jedzenia, sery, ryby, mięsa, owoce i warzywa z całego świata. Gorąco polecam się tam wybrać!

                                     świat oliwek ( i ja)

krewetki, ryby, homary 



los chipirones ( małe kałamarniczki)

 to akurat mało typowy produkt dla Andaluzji, ser o smaku wasabi, mało pikantny jak się okazało

 i inne smaki serów, np. z pesto czy z whisky

kiełbasy, szynki i mięsiwa

 owoce i warzywa

 truskawki i szparagi

 ciekawostka, pitaya- owoc z Tajlandii, 4 euro pół owocu, a w smaku jak...? cebula

 wszelkiej maści oliwki ( w sosie gazapcho, pikantne, z czosnkiem, z papryką, w sosie własnym)

 kiełbasy i mięsa

 dalsza część kiełbas i wielkie kapary ( po lewej, na dole) 

 Andaluzja słynie też z migdałów, tu: migdały prażone, solone, surowe i oprócz tego inne bakalie.

 tu zwykłe kapusty, bakłażany i rzodkiewki 

 pomidorki 

 i sekcja rybna 

 skorupiaki 

 anchoa i boquerones ( czyli sardele w soli i w occie)

 pracujący pan, po lewej morszczuki (la merluza), w środku duże kalmary

okonie, morsczuki, żabnice, (los salmonetes- te pomarańczowe na górze, po polsku tłumaczy się jako barwena, las navajas( te podłużne skorupiaki, nożeńce), krewetki( las gambas) i w tym drewnianym kółku śledzie

 homary, ośmiornice, el rape ( ta wielka, brzydka ryba, po polsku żabnica, bardzo smaczna)

i bardzo ładna sprzedawczyni 

Co,typowego dla Malagi, można zjeść?

Wszelkiego rodzaju ryby i owoce morza, z tradycyjnych dań, charakterystycznych dla tego regionu, wymieniłabym : salmorejo, gazpacho, czyli zimne zupy zrobione  z pomidorów i papryki,el rabo de toro- ogon byka w pysznym sosie( zrobionym z cebuli, marchewki, papryki, pomidorów i wina), los flamenquines- smakołyk specyficzny, właściwy dla całego regionu Andaluzji. Flamenquines to mięso, zarówno może być wieprzowe, drobiowe jak i wołowe, zawijane z serem i z szynką i smażone na głębokim tłuszczu. 
Los picos- to małe chlebki- tosty, które wszędzie są podawane oprócz zwykłego chleba.


I oczywiście wino! Oprócz tradycyjnych win, które są dostępne w całej Hiszpanii, polecam spróbować win z Malagi, zrobione z bardzo słodkich winogron, są białe, mocno aromatyczne, bardzo słodkie, pachnące rodzynkami, szybko można się nimi upić, ostrożnie! W ofercie są także wina białe, tzw. seco, mocno wytrawne. 

Zapraszam do Malagi, naprawdę warto!  I w nocy nie mam mowy o nudzie, miasto pełne jest barów, dyskotek, nikt tu nie śpi. :)

wtorek, 14 lutego 2017

Usłysz mnie - kilka wierszy o miłości

Burza

Trzy krople wina na ręce
tak gorąco, 
wyparowują zbyt szybko.

Jest duszno, gęstnieje oddech i
zapach rozmarynu na włosach.

Świerszcze za oknem tak głośno
a tu trzeba spać.

Pot spływa po twoim przedramieniu
idzie burza
już błyska się za oknem.


Cukier

Zlizuję cukier z twojej twarzy
raz, dwa, trzy.

To smutek zamienia się w kryształ
i wbrew wszystkiemu ma słodki smak.

Zlizuję cukier z twojej twarzy
trzy, dwa, jeden

żeby już nigdy nie było ci smutno.


Usłysz mnie

"Gdziekolwiek jesteś 
spójrz na bramę 
usłysz wołanie
to ja wołam."

Gdziekolwiek jesteś 
wyjrzyj przez okno 
tam jestem .

Gdziekolwiek jesteś 
otwórz drzwi na oścież
za nimi stoję.

Gdziekolwiek jesteś
gdy wzejdzie tęcza 
na drugim jej krańcu
czekam na Ciebie. 


Powrót

Jest dzień
za późno już na sen.
I ptaki śpiewają 
by uczcić twój powrót
do domu.
Już świt
złodziej nocy
i kochanek dnia.



10.02.2017r.